Tuesday, June 27, 2017

Grassor 2017 - rajd z przygodami


Udało się wystartowałem w Grassorze. Nigdy dotychczas się nie złożyło, bardzo blisko do startu było w ubiegłym roku, ale dzień poprzedzający wyjazd kraska na rowerze, szpital, rentgen i Grassor wypadł z kalendarza 2016. W tym roku przed terminem rajdu byłem bardzo ostrożny, nie wychodziłem z domu, w domu też uważałem :). Na debiut wybrałem trasę 150km (oczywiście na starcie zaraz poinformowano mnie, że startuję w trasie dla cipek). Luźno przedstartowo umówiony jestem z Radkiem na wspólną jazdę, tak długo aż ktoś nie wymięknie (w domyśle ja).

Do bazy w Reptowie chciałem wystartować w piątek pociągiem, ale się nie udało i w rezerwie pozostało jeszcze auto. Znając Daniela zakładałem, że tradycyjnie start będzie opóźniony i z domu mogę wyjechać około 5 rano i powinno być dobrze. Wyjeżdżam o 3:40, spać nie mogłem bo z oknem szalała wichura, w Reptowie byłem przed 8. Miałem chwilkę by sobie zrobić szybki rozjazd po okolicy. Pojechałem w stronę Kołbacza (bazę ubiegłorocznych Trudów)

Oczywiście start opóźniony i zamiast o 10, startujemy o 10:40. Przed startem masa ważnych informacji od budowniczego. Dostajemy 4 arkusze z mapami, 2 główne w skali 1:100k, 2 mniejsze w skali chyba 1:10k z odcinkiem specjalnym, z odcinkiem w bunkrze nad Jeziorem Szmaragdowym oraz dla większego zamotania na jednej z głównych map jest rozświetlenie Puszczy Bukowej w skali 1:50k (chyba). A top jeszcze nie wszystko, na dokładkę LOPka, składająca się z 5 PK i by nie było tradycyjnie, linia lopki nie jest naniesiona na mapę, na mapie znalazły się tylko rozświetlenia punktów LOPki. Linię trzeba wyznaczyć sobie samemu. Aby to zrobić trzeba wpierw znaleźć PK11 przy którym znajdziemy informację o pierwszym PK na LOPce.


Chwila na ogarnięcie mapy i kierujemy się na południowy-zachód od bazy na PK2. Zaczynając od zachodu odcinek specjalny będziemy pokonywać za dnia. Nie wyobrażam sobie poszukiwania punktów w tym terenie po zmroku.
Radek narzuca takie tempo, że zastawiam się jak długo wytrzymam. Do PK2 dojeżdżamy sporą grupą, dziurkuję kartę wpisuje godzinę i wysyłam sms, ale oczywiście podczas padającego deszczu trudno operować na ekraniku dotykowym. Spadające krople wybierają literki z klawiatury za mnie :). To nie jest główny problem, problemem staje się naniesienie kolejnych punktów na mapę. Chwilę zajmuje nam ogarnięcie rozświetleń
Nowe PK14 i PK10 wydają się naniesione na mapę, a więc w drogę, po wydostaniu się z PK2 lądujemy początkowo na brukowanej drodze, która po chwili zmienia się w leśny asfalt. Tempo mocne, cały czas pod górę, mało czasu na wzięcie głębszego oddechu. Przy PK10 doganiamy cały zespół z trasy 300km, ale znowu nam odjeżdżają, doganiamy ich przy PK14. Dojazd poprzedza ostra wspinaczka. Przy PK14 pojawiają się kolejne punkty 9 i 7. 

Tu popełniamy pierwszy błąd, źle nanosimy PK7. Na mapie głównej nanieśliśmy go w okolicach anteny RTV i tam też poszukiwaliśmy go tracą dobre 30 minut (dobre 30 = 30 min + 5 min). Po kolejnej analizie map i rozświetleń okazuje się, że punktu szukamy w złym miejscu. Po korekcie PK7 znajdujemy ekspresem. Czas na zaliczanie punktów z OSa. Pokonanie całego odcinka specjalnego zajęło nam prawie 3 godziny. Sama trasa to taki rollercoaster, szybkie zjazdy i męczące wspinaczki, momentami trzeba było prowadzić bo było za stromo by jechać. Spotkany Daniel przy bunkrze zastanawiał się czy jednak OSwe punkty nie powinny mieć większej wartości punktowej. 
Po zakończonym OSie jedziemy na PK4, mijając po drodze niezaliczone jeszcze PK5 i PK9, to drugi poważny błąd tego dnia.

Przy PK4 naradzamy się czy jechać na odsłonięty nowy PK12 czy powrót, decydujemy się na powrót do PK5 i PK9. Oba punkty sa bliżej i dojazd wydaję łatwiekszy.  Z punktem PK5 nie było problemów, lipa przy kościele została przez nas odnaleziona bardzo szybko. Jakiś obywatel był bardzo dotknięty faktem, że na tak pięknym drzewie lampiony zostały przytwierdzone zszywaczem. A reakcja na ten fakt miejscowego proboszcza, który bez wątpienia ujrzy tę bulwersującą sytuację w drodze na niedzielną mszę, owego obywatela przeraziła nie na żarty. By tego prawego pana nie denerwować jeszcze mocniej, zgodziliśmy się, że faktycznie można było zastosować na ten przykład folię przylepną. Pan nas opuścił zasmucony a my ruszyliśmy na PK9. Tym razem nie było tak łatwo. Pierwotnie pojechaliśmy złą drogą, znajdujemy wysoki słupek, ale brakuje punktu. W zasadzie wszystko się zgadza, jest rzeczka po wschodniej stronie drogi, jest słupek to gdzie punkt? Nie tu, to musi być w przy równoległej drodze na zachód. Cofamy się i tym razem jest rzeczka, wysoki słupek oddziału leśnego i jest nasz PK9. Z 9 ruszamy do PK1 na północnym przyczółku mostu kolejowego. Czeka nas długi około 15 km przelot. Radek znowu narzuca turbo tempo, a ja znowu jakimś sposobem jestem wstanie utrzymać się na kole. Dojeżdżamy do mostu od strony południowej. Trzeba się jakoś przedostać po śliskich podkładach do drugą stronę. Jedną rekom trzymając się szyny i przeskakując nad podkładami po metalowym przęśle udało się zgrabnie i w miarę szybko dostać do punktu. 
Mamy 3 nowe PK 11, 6, 8. Startujemy na PK11 przez Lubowo i Klępino omijamy od strony wschodniej Stargard i wpadamy na drogę do Ulikowa. Wyjeżdżając z PK1 zapada zmrok, a więc PK11 będzie pierwszym punktem do zdobycia w ciemnościach. Znalezienie tego punktu zajęło nam 1 1/4 godziny od opuszczenia PK1. Najpierw próbujemy dróżką od zachodu mając strumyk po wschodniej stronie. Rezygnujemy i wracamy do pola. Polem udajemy się na wschód. Droga przez pole przypominała mi jazdę podczas ostatnie Nocnej Masakry. Gliniaste podłoże i lekki spadek terenu  uniemożliwiał jazdę, koła ślizgały się jak na lodzie. Gdy udaje się nam zdobyć 11, dostajemy kolejne informacje o punktach. PK6 i pierwszy z punków LOPki. Z lopki rezygnujemy i spróbujemy zaliczyć jeszcze PK6. W drodze do PK6 w miejscowości Dalewo patrzę na zegarek i uświadamiam sobie, że nie damy rady zdobyć PK6 i wrócić w limicie. Decyzja to powrót do bazy. Jazda nie jest już przyjemna, jedziemy pod wiatr i do tego chce mi się mocno spać. Na mecie meldujemy się o 1:36 na 4 minuty przed końcem regulaminowego czasu jazdy. Obiad jem już lekko zamroczony.
Uśmiechy na twarzach to oszustwo i był to chyba grymas ze zmęczenia. 


Wstępne wyniki wskazują, że udało nam się uzyskać 7 wynik, acz zdobyliśmy 31 punktów kontrolnych i oprócz zwycięzcy Wojtka (35 punktów kontrolnych) nikt nie zaliczył więcej. 31 punktów przełożyło się tylko na 450 punktów przeliczeniowych. By stanąć na podium można było spokojnie zaliczyć o 11 punktów mniej o wyższej wartości. Dobra nauka na przyszłość. 
Trasa wymagająca, dużo kombinowania z mapami, momentami ciężki teren, mocno podmokły po obfitych opadach, pagórkowaty. Fajne urozmaicenie z punktami w bunkrze - szczególnie ten z opisem szukajcie z znajdziecie. Oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów debiutantów, czyli złego naniesienia punktu na mapę oraz ominięcia punktów które nie były przez nas zaliczone. 

Co do zaliczania punktów to aplikacja jest strzałem w 10, to działa szybko. Ja musiałem wysyłać SMSy i dodatkowo kasowałem kartę. Gdy współzawodnicy już odjeżdżali ja jeszcze walczyłem z regulaminowym potwierdzeniem punktu. Próbowałem zaoszczędzić czas nie wpisując kodu i czasu na karcie. Na mecie okazuje się, że smsy (skanowane kody QR) są w innym formacie niż głosił regulamin. To przysporzyło dodatkowej pracy na mecie by pozamieniać te dane na poprawne. Pewnym uproszczeniem byłby dodatkowy  QR na lampionie w odpowiednim formacie  dla wysyłających SMSy. 


Czy będę za rok ? Jeszcze nie wiem czy połknąłem haczyk Grassorą.  

No comments:

Post a Comment